Oh no! Where's the JavaScript? Your Web browser does not have JavaScript enabled or does not support JavaScript. Please enable JavaScript on your Web browser to properly view this Web site, or upgrade to a Web browser that does support JavaScript.
Blog

Kogel-mogel, galimatias i inne schorzenia przy „popełnianiu” adopcji

NIEBIESKANIEBIESKA Napisane przez 25 dzień temu
Kogel-mogel, galimatias i inne schorzenia przy „popełnianiu” adopcji Długo zastanawiałam się czy mogę o tym pisać… Albo raczej jak to napisać, żeby było odebrane tak, jak powinno. Moja adopcja, jak wiecie z poprzedniego wpisu, wiele we mnie zmieniła. Najważniejszą rzeczą jednak była maksymalna zmiana wrażliwości na psie nieszczęście, na psią bezdomność. I tak właśnie było pewnego dnia kiedy to spotkałam piękną, młodą i energiczną sunię. Potrzebowała domu, jak każdy bezdomniak. Ale najbardziej na świecie potrzebowała człowieka. Takiego, który ją pokocha… mądrze pokocha. Nie rozpieści, ale pokieruje. To było widać na pierwszy rzut oka. Oczywiście zabezpieczyliśmy ją na odpowiedni okres czasu, wraz z poszukiwaniem właściciela, który się po Nią nie zgłosił. Mała wiejska miejscowość… niestety tutaj szczęście psa mierzone jest najczęściej długością łańcucha i miarą miski karmy oraz wody. Często psy biegają samopas i trafiają w bardziej lub mniej odlegle zakątki górskich ścieżek. To dla mnie bardzo drażliwy i bolesny temat, dlatego zostawię go na inną okazję, bardziej nostalgiczną. Zazwyczaj kiedy o tym myślę świat traci kolory, jakby ktoś edytował zdjęcie. A dziś ma być co najmniej realistycznie. Więc wróćmy do Misi, bo tak dostała na imię. Przekabacić można ją było tylko mizianiem. Z jej ogromnego zaufania do ludzi można wnioskować, że się Jej się upiekło w życiu i nie wyglądała na krzywdzoną fizycznie. Kompletnie uległa, wpatrzona w człowieka jak w Boga, przyjaciela i przewodnika. Jak mogłam pozwolić zabrać Ją do jednego z najgorszych schronisk w Polsce? Jak mogłam zgasić te iskierki nadziei, w Jej cudnych psich oczach.



Postanowiłam powalczyć trochę z procedurami. Gmina, w której mieszkam, nie posiada możliwości zabezpieczenia psa nawet na kilka dni. Nikt tu również nie zajmuje się szukaniem dla psa-znajdy domu, choćby tymczasowego. Odsyłają psiaka do schronu i po kłopocie. Zamiecione pod dywan. A nie jednokrotnie płacą na utrzymanie takiego psa w schronisku latami. Nie dajcie sobie wmówić, że jedynym wyjściem w takiej sytuacji jest wywóz do schroniska! Złożyłam wniosek do Gminy o opiekę weterynaryjną. Otrzymałam ją w odpowiedzi na obietnicę zaangażowania się z mojej strony w szukanie domu dla Misi. O dziwo, bez większego krzyku, dostałam skierowanie do Gminnego weterynarza na szczepienie, odrobaczenie i wysterylizowanie. Papierologia równa się oczekiwanie. Więc mieliśmy czas się lepiej poznać. Wspólne spacery, nauka chodzenia na smyczy, której wcześniej raczej na oczy nie widziała. A już na pewno nie poznała jej przeznaczenia. Proste komendy: siad i łapa. Młode psie stworzenie, z psychiką szczeniaka. Plastyczne do tresury, pod warunkiem, że nagrodą były głaski a nie smaczki. Uwielbiające dzieci, inne psy, zwierzynę gospodarną i każdego człowieka. Nie wiem kto w tym układzie był najszczęśliwszy? Dzieci, ja czy …Demon. Pomimo, że jest cwanym dominatorem, Misie zaakceptował szybko. Nie była to wielka szalona psia miłość, ale jednak Ją akceptował, tak po prostu. Jakby wiedział, że to należy zrobić. Przyszedł dzień, kiedy musiałam pogodzić się z tym faktem, że ktoś na Nią gdzieś czeka, ale jeszcze o tym nie wie:) … że to dzień kiedy trzeba napisać wszystko co o Niej wiem, zmieszać to z najlepszymi Jej zdjęciami i udostępniać gdzie się da. U mnie zostać nie mogła. Ale zrobiłam co w mojej mocy, żeby nie zgasła w Niej iskierka wiary w ludzi. Największym błędem byłoby również zataić jej wady. A miała je, jak każdy pies i każdy człowiek. Zaznaczyłam dobitnie, że obowiązuje Umowa Adopcyjna. To był warunek nie do przeskoczenia. Rozpoczęło się poszukiwanie drugiego, idealnie pasującego puzzla układanki. Telefon grzał się od wiadomości. Nic dziwnego, Misia to śliczna księżniczka, która w swojej urodzie miała najpiękniejsze cechy owczarka podhalańskiego i golden retriever’a (oraz pewnie kilku innych ras). Mimo, że już pozbyliśmy się niebezpieczeństwa wizji pseudo-hodowli, tak nadal istniały inne zagrożenia: że może stać się maskotką dla dzieci (które nie zawsze odpowiednio traktują psa), albo na przykład stałaby się ozdobą ogrodu, zastępującą alarm. Odcięta od człowieka z pewnością nie byłaby zbyt grzeczna! Po eliminacji tych „mniej bezpiecznych” domów, zostawionych jako rezerwowe… MA DOM! Kochający, cierpliwie znoszący początkowe „foszki” asymilacyjne. Regularne wizyty w szkółce dla zwierząt oraz odpoczynek na kanapie, przy ukochanym człowieku… Niestety tylko Ci z Was, którzy maczacie palce w znajdowaniu domów dla zwierząt i bierzecie udział w procedurach adopcyjnych, rozumiecie przez co przechodziłam wewnątrz… Ekscytacja mieszana z niepewnością… Strach, czy mój wybór będzie tym odpowiednim… Zadowolenie z dużego zainteresowania adopcją… A na końcu cierpienie z powodu rozstania… … przecież byłam Jej „zastępczą mamą”, tak na chwilkę… …ale dla serca – na zawsze…. Wasza Niebieska P.S. Wszystkie zdjęcia Misi zamieszczone za zgodą obecnych opiekunów 🙂

O mnie NIEBIESKA

Na stronie jestem jako Super administrator. Na stronie jestem od: 27.01.20. . Mieszkam w: Piwniczna Zdrój. Prowadzę stronę internetową pod adresem: http://www.Husky.LevelNet.eu. .

0 komentarz

Zostaw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • Brak komentarzy. Może chcesz dodać swój?


Ocena zawartości jest dostępna tylko dla użytkowników. Proszę Zaloguj się lub Zarejestruj się by zagłosować.
Niesamowite! (0)0 %
Bardzo dobre (0)0 %
Dobre (0)0 %
Średnie (0)0 %
Słabe (0)0 %